Tragedia grecka, na scenie rozgrywa się prawdziwy dramat: sytuacja bez wyjścia, gdzie każde rozwiązanie jest złe. Gęsta atmosfera, starożytna uczta, sprzeczne emocje. A każdy z aktorów tej sceny nosi swoją maskę. Każdy poza jednym!
„To na pewno Jezus nie nosi maski” pojawić się może w nas spontanicznie… To prawda, tyle że w tej scenie ewangelicznej dramatycznej postać Jezusa nie pojawi się ani razu! A więc rodzi się pytanie: czy Dobra Nowina rozbrzmiewa na uczcie urodzinowej Heroda? Czy może słychać tam jedynie bębenki, do których uwodzicielsko tańczy córka Herodiady? I kolejne pytanie: jak sobie poradzi aktor bez maski, albo lepiej: czy w ogóle sobie poradzi? Ale zacznijmy od gospodarza tej uroczystości:
Król Herod, szef wszystkich szefów.
Wielu z zaproszonych gości przyszło raczej z lękiem niż z radością, bardziej z ciekawości niż z szacunku. Solenizant ma władzę, co prawda w małym państewku, ma też pieniądze, tyle, ile może posiadać małe państewko, ma także straż i żołnierzy pod bronią, w wystarczającej dla niego liczbie. To wszystko wzbudza respekt, lęk i niepewność w otaczających go ludziach, ale… to tylko maska.
A co kryje się pod maską? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że dosłownie kryje się pod nią mały, zalękniony chłopiec. Boi się utraty władzy, pieniędzy, prestiżu, znaczenia, a w końcu utraty życia. Każda z tych wymienionych zależności to jak kolejny sznurek, który pociąga marionetkę, którą stał się król Herod. Na naszej scenie widzimy punkt kulminacyjny. Czy król marionetka zdoła zerwać wiążące go sznurki? Ma szansę, może wybrać…
Salome, gwiazda wieczoru.
Dziewczyna, która niewiele wie o zależnościach królewskiego dworu, a z pewnością jeszcze mniej o Janie Chrzcicielu, którego głowy zażądała. Charakteryzuje ją świeżość młodości, lekkość ruchów i oczywiście maska! Dobrze dopasowana maska schematów rodzinnych. Leży jak ulał, bo została nałożona we wczesnym dzieciństwie.
Dlatego, choć nie jest okrutna, to nie waha się ani przez moment, czy spełnić polecenie swojej matki Herodiady. Mogłaby prosić o cokolwiek innego, o coś dla siebie, nawet o połowę królestwa! Ale Salome nie przychodzi nawet do głowy, by sprzeciwić się mamie, by zrobić coś innego niż to, czego ona oczekuje…
Czy tę maskę da się w ogóle zdjąć? Najpierw trzeba mieć odwagę, by ją dostrzec w swoim życiu. Może pojawić się w sytuacjach mniejszej wagi niż ta z dzisiejszej Ewangelii, ale nauczyć się ją zdejmować to sprawa życia i śmierci.
Herodiada, motor całego wydarzenia.
To jej wewnętrzne dążenia i siła napędzają całą akcję dramatu i wszystkich jego aktorów. A skrywa się za niepozorną maską żony króla, niby aktorka drugoplanowa, ale bezwzględnie i bezbłędnie osiąga swoje cele. A wszystko to robi w białych rękawiczkach. I choć każda maska mówi nam, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, to jednak w tym przypadku maska Herodiady mocniej wprowadza w błąd. Poddając się jej wpływom, można stracić głowę!
I wreszcie on, Jan Chrzciciel, prorok.
Jak mówi mądra definicja: prorok nie tyle przewiduje przyszłość, co jasno widzi teraźniejszość. I taki jest Jan Chrzciciel. Choć ukryty w cienistym więzieniu, to jego osoba rzuca jasne światło na dramat rozgrywający się na urodzinach Heroda. Król staje wobec decyzji: czy wybrać to, co podpowiada serce wrażliwe na głos proroka, a więc na głos Boga? Czy też wybrać to, do czego skłania go jego maska, uwrażliwiająca na głosy ludzi wokoło. Podobnie jasne światło, wręcz prześwietlające prawdziwe intencje i tendencje, pada na Herodiadę i jej córkę.
A światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga,
Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością,
lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi. (J 1, 5–9)
Niech to Światło oddzielające prawdę od fałszu padnie także na nasze życie, także na nasze maski! Czy jest ktoś, przed kim nie muszę udawać? Czy jest ktoś, kto zna prawdę o mnie, a mimo to, a może właśnie dlatego, mnie kocha? Tylko odpowiedź pozytywna na te i tym podobne pytania pozwoli bez lęku zdjąć maskę. By żyć w wolności, by żyć naprawdę! Bo w życiu chodzi o Życie!
s. Ewa Maria Zagrodzka