W dzisiejszej perykopie pojawia się aż siedem znaków zapytania. Czy to ma jakieś znaczenie? Same znaki zapytania nie mają znaczenia, ale pytania, które je poprzedzają, już tak. Wszystkie dotyczą Jana Chrzciciela, a w szczególności jego tożsamości. Kim jest? Dlaczego przychodzi? Jakie miejsce zajmuje w historii zbawienia?
Aby odpowiedzieć na te pytania, możemy słuchać tego, co Jan mówi o sobie. Lecz jego słowa są bardzo oszczędne, jakby celowo skierowane nie ku sobie, lecz ku Temu, na którego wskazuje.
Więcej o Janie mówi jego początek: dom, z którego wyrasta, jego rodzice, pragnienie zapisane w ich sercach i obietnica, którą Bóg złożył w ich życiu. Jan jest synem Elżbiety i Zachariasza – ludzi dojrzałych, wiernych, sprawiedliwych, którzy przez lata modlili się o dar potomstwa. Ich imiona niosą w sobie duchowe przesłanie.
Elżbieta – „Pan moją przysięgą”, Zachariasz – „Jahwe pamięta”. Jakby cała ich historia była przestrzenią, w której Bóg przypomina: Jestem wierny. Pamiętam. Spełniam swoje obietnice we właściwym czasie. Słowa Anioła: „Nie bój się, Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; (…) Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich.” (Łk 1, 13-15) – nie przynoszą jedynie spełnienia ludzkiego pragnienia. Otwierają drogę misji, która przekracza życie jednej rodziny.
Imię Jan – „Pan okazał łaskę” – staje się kluczem do zrozumienia jego osoby. Jan jest ‘synem obietnicy’, znakiem łaski Boga, zapowiedzią Jego działania pośród ludu. Jego tożsamość rodzi się w relacji do Boga. To dlatego Jan jest wewnętrznie wolny.
Gdy kapłani i lewici pytają: Kim jesteś? Czy jesteś Mesjaszem? Eliaszem? Prorokiem? – on nie sięga po cudzą chwałę. Nie przyjmuje roli, która do niego nie należy. Z pokorą i pewnością odpowiada: jestem głosem, który przygotowuje serca na przyjście Słowa; przyjacielem Oblubieńca, a nie Oblubieńcem. Jan zna swoje miejsce. Zna swoją godność. Wie, że jego życie nie jest dla niego samego, lecz dla Boga i dla tych, do których został posłany. Jego tożsamość nie rodzi się z porównań, z oczekiwań innych, z potrzeby uznania. Rodzi się z obietnicy, z łaski, z wierności Boga.
A po Janie przychodzi Ten, który jest ostatecznym spełnieniem wszystkich obietnic i zapowiedzi. Każdy z nich ma swoją misję, swoją drogę, swoją niepowtarzalną rolę w historii zbawienia. Jan nie próbuje być kimś innym. Wystarczy, że jest sobą – w pełni i w prawdzie.
To także droga dla nas. Człowiek odkrywa swoją tożsamość nie wtedy, gdy porównuje się do innych, ale wtedy, gdy wraca do źródeł: do historii, w której Bóg był obecny; do słów, które On wypowiedział nad naszym życiem; do obietnicy, którą złożył w naszym sercu.
Może warto dziś zapytać:
- Gdzie w mojej historii Bóg „pamiętał”?
- Jaką obietnicę złożył we mnie?
- Czy potrafię przyjąć swoją misję taką, jaka jest, bez udawania, bez ucieczki, bez przymierzania cudzych ról?
- Jan uwierzył w swoją tożsamość otrzymaną od Boga.
- A czy ja potrafię uwierzyć w tę, którą On złożył we mnie?
s. Aleksandra Maria Krysińska
J 1,19-28
Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to
w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.