Siostry Kapucynki

Najświętszego Serca Jezusa

Kiedy serce się boi. Co zrobić z lękiem?

maj 1, 2026 | Rozważania

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (J 14, 1-6)

Przestraszyło mi się ostatnimi czasy serce. Zawładnął nim lęk i niepewność. Patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość, uczestniczę w wydarzeniach, na które wydaje się, że nie mam realnego wpływu, ponoszę wraz z milionami ludzi konsekwencje podjętych przez nader wpływowe jednostki decyzji i… strach mnie ogarnia. Martwię się o przyszłość, o to jak potoczą się losy świata, mojego kraju, mojego miasta… Jak potoczą się losy Kościoła, mojego Zgromadzenia… Martwię się o to jak potoczy się moje życie… Na jak długo zdrowie pozwoli mi abym aktywnie przeżywała moją codzienność? Czy nie nadejdzie moment, gdy zabraknie w mym życiu bliskich mi osób, tak że zostanę sama?… Borykam się z niepewnością i tysiącem pytań pozostających niezmiennie bez odpowiedzi… Dokąd to wszystko mnie zaprowadzi?

I tkwiąc tak po uszy w tym moim stanie niepewności i życiowego rozedrgania, zrobiwszy przegląd wydarzeń światowych jeszcze przed otwarciem na dobre Pisma Świętego, siadam w końcu i zaczynam słuchać… Słuchać tego KOGO posłuchać powinnam była zanim rzeczywistość zaczęły mi opisywać media społecznościowe i… mój lęk.

A Jezus przychodzi dziś do mnie w swoim SŁOWIE i… jak zwykle wie doskonale w jakim momencie mojego życia się znajduję. Dlatego pierwszym co od Niego dziś słyszę to zapewnienie, że wcale nie muszę się trwożyć. Patrzę Mu więc prosto w oczy i serce, i wiem, że Jego słowa nie są puste. Wiem, że poświadczył je całym swoim życiem. Nie słyszę też w Jego głosie żadnego wyrzutu. Nie ma w nim zniecierpliwienia, nie przychodzi po to, aby mnie strofować. Przybliża się On natomiast do mnie, aby wyprowadzić mnie ze ślepego zaułka, w który zabrnęłam. Tak abym na nowo mogła ruszyć w drogę, abym mogła podążać we właściwym kierunku.

A jaki to kierunek? Okazuje się, że jest on jeden i jedyny… iść w stronę Ojca, być coraz bliżej Niego. Cała wędrówka mojego życia, nakierunkowana jest na cel, którym są ramiona Mojego, kochającego mnie, Ojca. Słyszę też od Jezusa, że znam drogę… I że jest nią On sam. Trwając w Nim idę ku Ojcu, wytrwale i niezmiennie przybliżam się do Niego.
W Jezusie odkrywam źródło mojego życia. Żyję, oddycham, poruszam się i jestem, bo On żyje we mnie. W samym centrum mnie bije źródło pulsujące Nim. Jestem, bo On jest we mnie. Trwając w Nim i pozwalając, aby On zamieszkiwał we mnie, już teraz, bez względu na zewnętrzne okoliczności żyję PEŁNIĄ.I nawet jeśli te ostatnie zmienią się tysiąckrotnie, On się nie zmieni, On pozostanie moim życiem.

Jezus jest też moją PRAWDĄ. Prawda, w którą wierzę, ta którą wyznaję nie jest więc efektem czyjeś refleksji, nie ulega też zmianie pod wpływem ludzkich opinii. Moja prawda jest OSOBĄ. Mój Bóg, który stał się Człowiekiem JEST PRAWDĄ.

I chociaż moja życiowa codzienność w oczekiwaniu na rozwój światowych wydarzeń, może wciąż nieść ze sobą dużą dawkę niepewności, chcę pamiętać, że mam fundament, mam stały punkt oparcia, a jest nim Jezus. Nie muszę więc zamierać w lękowym bezruchu, mogę pewnie iść Drogą, którą On sam mi wskazuje, wiedząc, że prędzej czy później, ale na pewno dotrę do Celu. A choćby wszystko waliło się i paliło, moim oparciem, moją radością, moim życiem i prawdą jest On sam – Jezus. Chcę w to wierzyć i właśnie tak chcę żyć.

s. Maria Mazek