Ewangelia z piątku, 6 marca, prowadzi mnie do obrazu winnicy, a szczególnie do dwóch znaków: wieży i tłoczni. Dwa kierunki. Dwie przestrzenie. Dwa doświadczenia mojego życia.
Tłocznia – miejsce nacisku. Miejsce, gdzie wszystko idzie w dół. Gdzie winogrona zostają zgniecione, wyciśnięte, przemielone. Gdzie znika kształt pojedynczego grona, a pozostaje tylko to, co najgłębsze – sok, esencja, życie. To, co zbieramy przez lata: owoce naszej pracy, modlitwy, cierpienia, radości – zostaje poddane próbie. Oddzielone zostaje to, co jest naprawdę życiem, od tego, co było tylko zewnętrzną formą.
W tłoczni nie ma już miejsca na pozory. Zostaje czysta prawda. To, co może stać się winem – napojem dającym życie.
Patrzę na tę tłocznię i widzę w niej momenty mojego życia, które wydawały się zbyt trudne, zbyt bolesne, niezrozumiałe. Doświadczenia, w których czułam się przygnieciona, ściśnięta, jakby wszystko traciło swój kształt. A może właśnie wtedy Bóg oddzielał to, co powierzchowne, od tego, co jest we mnie najcenniejsze? Może to był czas oczyszczenia, a nie zniszczenia?
A obok tłoczni stoi wieża. Wieża wznosząca się ku górze. Symbol czuwania, stabilności, bezpieczeństwa. Widzę w niej obraz Boga, który patrzy z wysokości nie po to, by osądzać z dystansu, lecz by chronić. By być obecnym. By obejmować wzrokiem całość mojego życia.
Wieża przypomina mi, że nie jestem sama w tej winnicy. Że jest Ktoś, kto czuwa. Kto widzi każdy wysiłek, każdą kroplę potu, każdą łzę. Kto zna drogę od tłoczni do wina.
Właściciel zbudował winnicę, przygotował wszystko z troską, a potem oddał ją w dzierżawę. Ten obraz uświadamia mi przemijalność świata. Nic tu nie jest na zawsze. To, co mam, zostało mi powierzone na chwilę. Dzisiejszy dzień, dzisiejsze decyzje, dzisiejsza miłość – to moja odpowiedź na zaufanie Boga.
To nie jest własność. To odpowiedzialność.
Ta Ewangelia łączy we mnie dwa obrazy Boga. Z jednej strony Boga obecnego, opiekuńczego, czuwającego – jak wieża nad winnicą. Z drugiej strony Boga sprawiedliwego, który oczekuje owocu. Który przyjdzie zapytać o to, co zrobiłam z powierzonym mi życiem.
Nie chcę bać się tego spotkania. Wieża przypomina mi, że Bóg nie jest przeciwnikiem mojego życia. On pragnie, abym niosła Jego miłość przez świat i aby ta miłość przyniosła owoc.
Jest jednak także prawda o sprawiedliwości. To, co zasiejemy, wyda owoc. To, jak dbamy o winnicę, będzie miało znaczenie. Każde dobro, każdy gest miłości, każda wierność – nic nie ginie w oczach Boga.
Może więc warto nie uciekać od tłoczni. Może warto zaufać, że nawet nacisk ma sens. Bo jeśli Bóg jest wieżą, to tłocznia nie jest miejscem zagłady, lecz przemiany.
A wino, które z niej wypływa, może stać się życiem.
s. Anna Gadzała