Siostry Kapucynki Najświętszego Serca Jezusa prowadzą w Polsce trzy całodobowe Domy dla dzieci: w Wąwolnicy, Zwoleniu i Siennicy. Pragniemy, aby każdy z nich był miejscem, w którym dziecko może doświadczyć bezpieczeństwa, miłości i ciepła rodzinnego.
Dom, w którym najważniejsze są relacje
W naszym Domu każdy mieszka przez jakiś czas. Zarówno siostry, które opiekują się dziećmi, jak i dzieci zatrzymują się tutaj na pewnym etapie swojego życia. Czasem jest to miesiąc, czasem rok, trzy lata, a czasem wiele lat. Najważniejsze jest jednak to, że właśnie tutaj zawiązują się relacje, które mogą trwać przez całe życie.
Nasze Domy nie są duże. W zależności od miejsca i jego możliwości mieszka w nich od kilku do kilkunastu dzieci w różnym wieku. Dzięki temu jest przestrzeń na to, co dla nas najważniejsze: spotkanie, rozmowę i uważność na konkretne dziecko.
Każdego dnia jest czas na wspólne bycie, pomoc w lekcjach, rozmowę o trudnych sprawach i wspólne wariactwa, kiedy śmiech pozwala po prostu być blisko drugiego człowieka.
Aby wejść w świat uczuć i emocji dziecka, potrzeba czasu i zaufania. Dlatego każde dziecko ma swojego wychowawcę, do którego może przyjść, opowiedzieć o swoim dniu, wygadać się, porozmawiać o dylematach i relacjach. Siostra wychowawca ma czas, aby być i słuchać.
Jest to możliwe dlatego, że mieszkamy razem, pod jednym dachem. Czasami rozmowy trwają do późnych godzin wieczornych. To właśnie nazywamy traceniem czasu dla dziecka: zatrzymać się przy nim tylko dlatego, że tego potrzebuje. Potrzebuje naszej uwagi, otwartego serca i życzliwości, w której może bezpiecznie opowiadać o sobie.
Być blisko w codzienności
Wychowawca z czasem staje się kimś więcej niż tylko osobą odpowiedzialną za opiekę. Jest opiekunem, przewodnikiem, pośrednikiem w kontaktach ze szkołą, pomocą przy umawianiu wizyt lekarskich, opiekunem w chorobie, korepetytorem przy lekcjach czy towarzyszem podczas zakupów.
Staje się osobą ważną. Taką, do której wraca się po dwóch, trzech czy pięciu latach. Czasem przez całe życie.
Nasza codzienność jest bardzo zwyczajna. Wspólnie przygotowujemy posiłki, pieczemy ciasta, chleby i ciasteczka, parzymy miętę z ogródka i przesadzamy kwiatki. Sprzątamy, myjemy okna, jeździmy na rowerach, nartach, łyżwach, hulajnogach i rolkach.
Czasem przez płot słychać okrzyki z trampoliny, kiedy siostra skacze razem z dzieckiem.
Jezus powiedział: „Jeżeli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci…”. Być może właśnie dlatego tak wiele uczymy się od dzieci: prostoty, radości, spontaniczności i tego, że czasem najlepszym sposobem bycia blisko jest po prostu wspólna zabawa.
Wspólne odkrywanie świata
Bardzo lubimy podróżować. W miarę możliwości jeździmy po Polsce, odkrywając jej piękno, poznając historię, ciekawe miejsca, zamki i urokliwe jeziora.
Dla niektórych dzieci są to pierwsze takie wyjazdy. Czasem właśnie dzięki wspólnej podróży mogą po raz pierwszy zobaczyć miejsca, o których wcześniej tylko słyszały.
Pamiętamy szesnastoletnią dziewczynę, która wchodząc na basztę w Kazimierzu nad Wisłą, powiedziała:
„Dzwonię do mamy. Muszę jej powiedzieć, że jestem na pierwszej wycieczce w życiu”.
Takie chwile zostają z nami na długo.
Po prostu być
Nasza codzienność to matkowanie, stawanie się dla dziecka osobą ważną i obecnością towarzyszyć mu w całym świecie, który nosi w swoim sercu.
Nie zawsze możemy zmienić historię, z którą dziecko do nas przychodzi. Możemy jednak być obok. Słuchać. Towarzyszyć. Cieszyć się razem z nim. Pomagać, kiedy jest trudno. I kochać.
A kiedy po latach przychodzi zaproszenie na ślub, chrzest czy Pierwszą Komunię Świętą, ogarnia nas wzruszenie.
Wtedy wraca jedna myśl:
Warto było BYĆ blisko. BYĆ obecnym. Po prostu kochać pełnią serca.